źródło: artykuł partnerski

“Wszystko będzie dobrze”

Gdy w październiku na konferencji prasowej Ministerstwa usłyszeliśmy jasną deklarację zamknięcia klubów zachowaliśmy się jak w maju, gdy przed odmrożenie IV etapu mieliśmy opublikowane rozporządzenie jasno mówiące o podstawie prawnej działania klubów, a z jakiegoś niewyjaśnionego powodu wszyscy, łącznie z organizacjami branżowymi czekali na wytyczne GIS, marnując 4 cenne dni, w którym przedsiębiorcy mogli już się dostosowywać do wymogów.

Również w październiku, zamiast czekać na rozporządzenie, które jasno OGRANICZAŁO (nie zamykało) działanie klubów fitness, spora część branży obwieściła szumnie, powtarzając za Ministrem z telewizora “Fitness się zamyka”. Od jakiegoś czasu konferencje na równi z twitterem dyktują najwyraźniej prawo w tym kraju.

Jaką lekcję dał nam lockdown?

Nie wyciągnęliśmy lekcji ani z maja, która mogła wskazać, że wytyczne to jedynie dżentelmeńskie prośby, a aktem prawnym jest rozporządzenie i to one wskazuje realne ograniczenia. Tym samym ograniczając przez dwa miesiące, na własne życzenie działania klubu do 7 i 10 m2 na osobę, pomimo, że znalazło się to w akcie prawnym dopiero w sierpniu

Nie wyciągnęliśmy lekcji z pierwszego lockdownu i w sierpniu-wrześniu uznaliśmy, że “wszystko wraca do normy”, by teraz naprędce montować z powrotem zajęcia online i szarpiąc się z zamrażaniem karnetów czy zwrotami, jakby mało czasu było na uzupełnienie umów i regulaminów

Nie wyciągnęliśmy lekcji z października, gdy znów konferencja obwieszcza jedno, a rozporządzenie pozwala klubom działać, hucznie zamykając się w wielu przypadkach na własne życzenie motywowani pięknymi grafikami i postami na FB.

Są też tacy, co zamknęli się ochoczo licząc na zapomogę z Państwa, nie wyciągając lekcji z poprzedniej “tarczy”, która raczej przypominała durszlak, aniżeli realne wsparcie.

No i teraz spora część tych, którzy się zamknęli w październiku, chwilę później próbowali się otworzyć, znów się zamknęli i znów otwierać się próbują – za każdym razem twierdząc, że zamykają się, bo muszą, następnie otwierają, bo mogą i znów zamykają, bo muszą, by znów się otworzyć, bo mogą – zadziwiające jest to, że od 9 października w sprawie fitnessów nic się nie zmieniło – może, że znajdują się w galerii.

Mamy zatem 3 grupy przedsiębiorców:

1. to taka, która od samego początku nie składa broni, nie chce pomocy od Państwa, chce jedynie by to państwo przestało przeszkadzać. Są gotowi zrobić kościół z placówki, by jakkolwiek działać dla swoich klientów

2. to taka, która dała się wpuścić w medialny kanał i pod naporem paniki i emocji z zewnątrz pozamykała się na cztery spusty licząc na inicjatywę organizacji branżowych – jak się to skończyło, każdy widzi

3. grupa to tak, która ochoczo zamknęła się licząc, że jeśli grzecznie dostosuje się do wymogów, to zainkasuje sowite wypłaty od państwa

Traktują nas jak chłopców do bicia

Jeśli rząd ma przed sobą taki obraz branży (a taki się właśnie wyłania), to nigdy z tą branżą poważnie debatować nie będzie. Jeśli widzi, że mylone są podstawowe definicje prawne na oficjalnych konferencjach czy wywiadach, to doskonale wie, że nikt z wewnątrz nie zagrozi im np. generanym strajkiem i otwarciem wszystkich siłowni legalnie jako kościołów, stadionów czy miejsc ćwiczeń do maratonów i nie postawi pod telefonem kilkunastu prawników, którzy będą bronili ewentualnych wizyt wykazując pełną podstawę prawną legalnego działania i nie wykorzysta tego jako zakulisowej dźwigni negocjacyjnej, jak na profesjonalny lobbing przystało – Ci, którzy reprezentują taką Castoramę, czy Obi kulają się ze śmiechu, gdy widzą co się tutaj wyprawia.

Jeśli rząd widzi, że na każdą konferencją reagujemy paniką, chciwością albo złością, to wie, że rozegra nas jak chce i potraktuje jak chłopców do bicia, którzy co najwyżej zmienią nakładkę na profilowym czy spopularyzują nowy hasztag – pokazaliśmy, że można nas albo kupić, albo wystraszyć, albo wpuścić w maliny, a my nawet się nie zamachniemy, tylko zmienimy profilowe i poprosimy, by jeszcze przykręcić nam śrubę, najlepiej do kolejnych 12m2, czy nawet 20m2 na osobę. Dorzucimy skakanie na jednej nodze przechodząc obok recepcji w geście dobrej woli, a potem wrzucimy kolejną, ładną grafikę o tym, że “piszemy pismo”.

Czy dało się to zrobić inaczej?

Wszystkie podmioty sportowe, które są pod skrzydłami mojej Kancelarii działają nieprzerwanie, z niewielkimi wyjątkami w galeriach, chociaż i tam były furtki, które bardziej zorientowani właściciele galerii mogli wykorzystać – nie wszyscy chcieli. Wszystkie te podmioty, które prowadzimy od początku lockdownu mogły działać jeszcze w maju, a do prawie połowy sierpnia nie miały ograniczeń, jeśli chodzi o przypadające na osobę metry kwadratowe – zatem zyskały dodatkowe 2 miesiące względem konkurencji na pełnych obrotach. Wszystkie kontrole od sanepidu po nieprzyjemnych momentami funkcjonariuszy Policji zakończyły się odstąpieniem od czynności z braku podstaw do kontroli wykazując brak naruszeń prawa. Sami przygotowaliśmy te konstrukcje i osobiście ich broniliśmy – zatem wiemy co było wykonalne od samego początku. Komuś musiałoby się chcieć zagłębić w przepisy, ale nie w roli TEORETYKA, tylko PRAKTYKA, który zna się na sporach z urzędami, rozumie prawo, a nie wyłącznie posiłkuje się googlem. Branża mogła w jeden dzień ugrać to co lobbing Biedronki czy Lidla musiał wywalczyć latami.

A może trzeba było robić te kościoły?

To dało się zrobić już kilka miesięcy temu, skrzyknąć wszystkie organizacje, osoby zrzeszone wokoło nich, a nawet gdyby było ich z 1000 osób, to zarządzenie symboliczną składki nie stanowiłoby problemu. Dajmy na to po 50-100 zł na klub, a z budżetu 1000×100 zł zbiera się 100 000 zł (gdyby urządzić taką zrzutkę w internecie i ograć to medialnie mogłoby być dwa razy tyle). Za taką kwotę można by na pełen etat zatrudnić i z 20-30 prawników, którzy opracowaliby hurtowo dokumentacje, a potem urządzili contact center dostępne dla każdego, kto poddawany jest kontroli.

Jeśli trzeba by było to w Polsce mogłaby przybyć rekordowa ilość “kościołów”, czy czegokolwiek co pozwoliłoby im wszystkim działać, otworzyć się jednego dnia, bez obawy o mandaty czy kary. Mielibyście swój narodowy dzień fitnessu robiony z werwą na jaką zasługuje. Nawet jeśli któraś placówka dostałaby jakąkolwiek karę, to opłaciłaby to któraś z organizacji właśnie z budżetu zbiórki, a prawnicy odzyskaliby te pieniądze po odwołaniu, wykazując brak podstaw do takiej czynności. Wtedy Fitness pokazałby, że jest zjednoczony, że jest silny i ma jaja, i robi to z głową…

Ale część branży wolała walczyć o władzę, o lajki, o wpływy i o kasę. Pokazaliśmy, że nie jesteśmy żadnym zagrożeniem, że można nas ignorować i kompletnie zlekceważyć zamykając z dnia na dzień, a my jeszcze poprosimy o to by zwiększyć nam reżim sanitarny. Pokazaliśmy, że sami się zaatakujemy wzajemnie, jeśli tylko ktoś wyjdzie przed szereg i spróbuje robić “inaczej niż większość”. Po co więc interweniować, powiedzmy, że “nie dostaniecie pieniędzy, jeśli nie będziecie posłuszni”, a oni sami rzucą się sobie do gardeł.

Mamy za krótką pamięć

Smutny obraz wyłania nam się 8 miesięcy od lockdownu. “Ciężkie czasy tworzą silnych ludzi. Silni ludzie tworzą dobre czasy. Dobre czasy tworzą słabych ludzi. Słabi ludzie tworzą ciężkie czasy”. Branża przespała ten czas w dużej mierze, nie odrabiając zadania domowego ani po pierwszej fali, ani przed drugą. Wygrała zwykła, ludzka chciwość, strach i bierność. Całe życie straszy się owce wilkami, a finalnie okazuje się, że zjada je ich własny pasterz …

Po raz kolejny okazało się, że jeśli potrafimy liczyć, to możemy liczyć jedynie na siebie – jeśli również masz dość bierności i chcesz #uzbroić się w niezbędną w kryzysie wiedzę, by przetrać, zapraszam na naszą grupę “Nowa Rzeczywistość Prawna” – liczę, że rozwiązania, którymi się dzielimy pozwolą tym, bardziej hardym w branży przetrwać kolejne miesiące  i wziąć sprawy w swoje ręce!

Mam już dość mówienia “a nie mówiłem” – może chociaż tak pomogę

Michał Kosel

Kancelaria IRBIS i Fundacja Zarabiaj Na Pasji

Chcesz być na bieżąco? Obserwuj mój profil:  Koselkwentnie w czasach kryzysu

 

Polecamy także:

Michał Kosel: “To jest wojna, a my musimy zacząć się zbroić!”