Rozmowa z Justyną Soją – „kobietą wojownikiem”

…o spostrzeżeniach dotyczących rynku trenerskiego, o roli mediów społecznościowych w zawodzie trenera oraz o godnych uwagi zajęciach fitness, które powinien mieć w grafiku każdy klub.

W wieku 16 lat schudła około 30 kg rozpoczynając swoją przygodę z siłownią, na którą została skierowana w celu ujędrnienia obwisłej po odchudzaniu skóry. Jak sama mówi, zakochała się w tym sporcie, odnalazła siebie i zdecydowała się podążać w tym kierunku, ponieważ zawsze wychodziła z założenia, iż praca ma dawać satysfakcję oraz przekładać się na finanse. Zwolenniczka medycyny niekonwencjonalnej, trenerka personalna mocno przeciwstawia się szablonowemu podejściu do podopiecznych. Uważa, że na początku należy wszystko przetestować na sobie, a najlepsza inwestycja to inwestycja w siebie.

Justyna Soja : „Fitness to element mnie”

Justyna jest trenerką personalną, instruktorką kulturystyki, instruktorką nowoczesnych form gimnastyki oraz aktywną zawodniczką sportów sylwetkowych, a także specjalistką żywieniową w cateringu Life Energy. Prowadzi treningi personalne, zajęcia z autoprezentacji scenicznej, przygotowuje indywidualnie dopasowane plany treningowo-żywieniowe, proponuje doradztwo suplementacyjne oraz doradztwo z zakresu doboru zabiegów kosmetologicznych. Specjalista Kosmetolog, coach motywacyjno-psychologiczny.

Jakie są Twoje spostrzeżenia dotyczące rynku trenerskiego w Polsce?

Od 16 r.ż. jestem sportowcem, a jako trenerka pracuję od 18 r.ż. Branżę obserwuję od 11 lat. Początkowo nie miałam śmiałości pracować z ludźmi, pomimo ukończenia wielu kursów oraz zdobytej wiedzy. Myślę, iż miał na to wpływ brak doświadczenia przekładający się na swego rodzaju niepewność, aby nie wyrządzić nikomu krzywdy. Pewność siebie zaczęła stopniowo wzrastać, dzięki kolejnym kursom, certyfikatom i ukończonym studiom. Podnosiłam swoje kwalifikacje, a efekty klientów umacniały mnie w tym przekonaniu. Obecnie obserwuję rynek trenerski i niepokoi mnie fakt, iż osoby po ukończonym zaledwie jednym kursie ( nawet w formie on-line) lansują się na ekspertów, speców i guru motywacji jedzącym „mak śmiecia”, będąc wzorem dla swoich podopiecznych. Są ludzie i „ludzie”, a w tym przypadku „trenerzy z powołania” oraz – jak to określam: „trener złotówa”, który hurtowo rozpisuje plany treningowe i dietetyczne, na tzw. jedno kopyto bądź bazując na szablonie. Moim zdaniem, to indywidualne podejście do podopiecznego jest kluczem do sukcesu. Obecnie moda na bycie fit udziela się wszystkim. Nie zapominajmy, że doświadczenie i wiedza to nie jest jeden ukończony kurs i zaledwie cztery miesiące redukcji przedstartowej – a okres ciężko przepracowany. Nie będę oceniać poziomu wiedzy innych. Ja osobiście, mając wątpliwości zgłaszam się do osób bardziej doświadczonych po konsultację.

 

Jak oceniasz chęć edukacji wśród młodych, początkujących trenerów oraz tych bardziej doświadczonych? Czy u starszych stażem również obserwujesz chęć pogłębienia oraz zdobywania wiedzy?

Młode pokolenie to pokolenie wiedzy książkowej niepopartej własnym doświadczeniem, bądź wiedza czerpana z forum internetowego, którego zawartość merytoryczna jest wątpliwa. Uważam, że wiedza książkowa powinna być poparta własnym doświadczeniem. Najpierw należy przetestować ją na sobie, a później na podopiecznych. „Weteranów” nie będę oceniać. Z moich obserwacji wynika, że wiele osób działa szablonowo, a jałowa i prosta dieta prowadzi do wyjałowienia organizmu, co potem przekłada się na kondycję zdrowotną podopiecznego. Osobiście cenie wydawnictwa stricte medyczne, jak i medycynę niekonwencjonalną, której się dość mocno trzymam. Uważam, że najlepsza inwestycja to inwestycja w siebie, więc należy cały czas dążyć do edukowania siebie i innych.

Kluby prześcigają się w urozmaicaniu ofert zajęć grupowych. Jakie obserwujesz trendy na rynku fitness? Jakie zaobserwowałaś nowości wprowadzane przez polskie kluby fitness, które według Ciebie – instruktorki fitness, są warte uwagi dla przyszłych inwestorów? Które zajęcia warto mieć w swojej ofercie? Które gromadzą najliczniejszą grupę uczestników?

Moim zdaniem zajęcia, tj. zumba, sexy dance/ ass, latino, pole dance to strzał w dziesiątkę! Na takie zajęcia kobiety powinny nosić buty na obcasie oraz seksowny strój, które gwarantowałyby im wyzwolenie jeszcze większej kobiecości oraz seksapilu. Każda z nas kobiet, ma kompleksy. Takie zajęcia przekładają się na wyższą samoocenę oraz akceptację siebie. Interesujące są również zajęcia na trampolinach – jumping. To trening nie tylko zabawny, ale również bardzo dobrze angażujący mięśnie stabilizujące oraz poprawiający koordynację. Ponadto uważam, że powinno być więcej zajęć ze sztuk walki dedykowanych kobietom.

Czy według Ciebie aktywnie prowadzone media społecznościowe są kluczem w dotarciu do klienta czy może robisz to zupełnie z innego powodu?

Moim zdaniem w dobie wszechobecnego Internetu jest to dość istotne. Ja osobiście traktuję tę formę przekazu jak „pamiętnik”. Na Facebook ’u dzielę się swoimi obserwacjami oraz wiedzą, a także motywuję, uczę dodaję siły w chwilach zwątpienia.  Zarażam swoją pasją! Facebook jest dla wielu drogą promocji – a ja staram się tego unikać. Prowadzę social media po swojemu – pokazuję tyle, ile uważam za stosowane – strzegąc swojej prywatności. Nie mam czasu na obserwowanie i śledzenie innych osób, ponieważ moja doba jest za krótka, a ja żyję światem rzeczywistym a nie wirtualnym.

Trenerzy na potęgę przepisują swoim podopiecznym suplementy, a firmy proponujące rozmaite odżywki opanowały rynek. Czy według Ciebie suplementacja jest niezbędna dla osób ćwiczących? Co z osobami, które chcą ćwiczyć, a nie chcą brać garści suplementów dziennie? Czy w związku z tym nie mogą liczyć na zadowalające efekty?

Moim zdaniem kluczem do sukcesu jest właściwie zbilansowana oraz urozmaicona dieta. Uważam, że suplementy są konieczne, ponieważ wiele składników musimy dostarczyć z zewnątrz. Jak to mawiał mój profesor na biochemii: „nasz organizm jest jak wielka fabryka biochemiczna. Gdy zabraknie jednej cegiełki, z reguły sypie się cały mur.” Jak już wspomniałam jestem zwolenniczką medycyny niekonwencjonalnej, a ona opiera się przede wszystkim na dietoterapii, która ma pozytywny wpływ na nasz organizm oraz na samowyzwalające się procesy naprawcze organizmu. Gdy zaczniemy przesadzać z chemią, organizm się przyzwyczai bądź zgłupieje i zacznie dochodzić do interakcji, czyli bunt organizmu gwarantowany. Zamiast osiągnąć zamierzony efekt, będziemy tracić czas i dochodzić przyczyn, „ co robię nie tak”.

Jesteś aktywną zawodniczką sportów sylwetkowych. Przygotowania do wystąpień są niesamowicie wymagające, wymagają wielu wyrzeczeń. Powiedz nam, w jaki sposób dajesz radę?

Dzięki drodze, którą obrałam odnalazłam wewnętrzną siłę, aby pokonać swoje słabości i choroby. Jako nastolatka schudłam ponad 30 kg, a moja skóra wołała wtedy S.O.S. Przyznaję – wpadłam również w anoreksję i bulimię. Wierzę w to, co robię i to daje mi siłę oraz determinacje. Żyje w zgodzie z sobą samą. Ponadto nie robię tego dla zasady a dla siebie, dla zaspokojenia swojego alter ego. Nie jestem imprezowiczką, a raczej typem domatorki, a większość moich ulubionych produktów żywieniowych jest na liście dozwolonych w sporcie. To wszystko działa dla mnie na plus. Motywację dają mi również efekty moje i moich podopiecznych.

Jakie plany zawodowe na najbliższe miesiące?

Ten typ:  typ Kobiety-wojownika koniecznie musi mieć wyznaczony cel. Zawsze kochałam gotować, a styl życia spowodował, że zaczęłam błyskotliwie testować i tworzyć swoje potrawy. Obecnie rozwijam się, jako manager oraz specjalista do spraw żywienia w cateringu Life Energy. Docelowo od września wprowadzamy nowe programy: cellulit, tarczyca, skóra – włosy i paznokcie oraz cukrzyca. Nie mogę zdradzać szczegółów, bo nie chciałabym zapeszyć, ale docelowo jest jeszcze kilka projektów do zrealizowania. Obecnie stawiam na samorozwój w pracy, na stabilizację życiową, a dopiero potem starty w zawodach. W porozumieniu z trenerem kolejny start planujemy dopiero wiosną 2018 r, ponieważ jak wspomniałam to wymagający okres, na który należy poświęcić wiele uwagi i czasu.

Dziękuję za rozmowę.

Magdalena Szmidt

photo: Daniel Koper