Podnoszenie kompetencji managerskich, zdobywanie wiedzy i umiejętności to aktualnie must have w branży fitness. Branża się rozwija, coraz więcej klubów fitness, studiów butikowych powstaje, ale duża ilość równocześnie się zamyka. Żeby być konkurencyjnym trzeba cały czas podążać za trendami. Jedną z osób, która je wyznacza, jest Michał Kosel. Postanowiłam z nim porozmawiać na temat poziomu edukacji w branży fitness oraz Akademii dla managerów, którą stworzył.

Michał, w ostatnim czasie bardzo rzucasz się w oczy swoimi działaniami w branży fitness. Skąd czerpiesz motywację do pracy?

Obserwując branżę niejako z boku przez jakiś czas, zauważyłem, że wiele osób tutaj ma swoje success stories, coś ich wybiło, gdzieś zabłysnęli i to utorowało im drogę oraz określiło kierunek. U mnie jednak to jest raczej jedno duże fuck up stories, które przewrotnie określiło mnie jako osobę, to co powinienem robić, w czym się sprawdzam oraz to, jakie jest moje zadanie.
To co widzisz na FB to tylko owoce tego, czego nie widać na co dzień, ale też to jaką cenę przyszło mi zapłacić za to, co teraz przekłada się na zapytania z wielu stron pt.“Michał, Tobie się tak chce? Idę spać, Ty jeszcze działasz, wstaję, Ty już gdzieś jedziesz, coś robisz, z czegoś relacjonujesz”. Wielu ludzi nie widzi zaplecza, ale też nie oczekuje tego — to moja wewnętrzna bitwa, owoce są dla nich — to prawda i to je pokazuje. Największe bitwy toczą się jednak w nas samych. Działam w branży ponad dekadę, otarłem się o 2 bankructwa, próbując postawić biznes na pasji i na własnej skórze przekonując się jaką cenę trzeba za to zapłacić. Stawiałem 2 pierwsze placówki, nie mając złotówki na koncie. Przynajmniej 5 razy otarłem się o utratę życia. Podczas ostatniej trasy po Polsce, gdzie jako Fundacja odwiedzaliśmy malutkie placówki i staraliśmy się profesjonalizować pracę pasjonatów, tak by przetrwali zabójczą granicę pierwszych 2 lat działania, trzykrotnie wysiadał mi organizm. W szczytowym momencie, jednego dnia byłem w stanie odwiedzić 3 miasta, prowadząc warsztaty, a w nocy dojechać do kolejnego. Na bazie doświadczeń tych przedsiębiorców, którzy się wywracali, jak i tych, którym udało się przetrwać, powstawała moja druga książka. Opisałem w niej dziesiątki przykładów, historii i rozwiązań praktycznych innych przedsiębiorców, ale też moje własne doświadczenia. Później zrozumiałem, że to nie była tylko książką — teraz widzę, że była to również moja osobista autoterapia, by zrozumieć “dlaczego mi się to przytrafiło” i by nadać sens piekłu, przez jakie przyszło mi przejść. Jeśli coś, co nam się przydarza, nie ma pozornie sensu, to musimy sobie go nadać sami. Ja uznałem, że spiszę to wszystko i podzielę się gorzką prawdą, o której się nie mówi. Prawdą o biznesie, przedsiębiorczości i pasji, by ktoś nie musiał już przechodzić tego, co ja. Taka też właśnie terapia i rozliczenie się z tego. Dlatego książka jest tak brutalnie szczera i do bólu mocna momentami. Gdy zdajesz sobie sprawę, że miało Cię już dawno nie być i możliwe, że dostałeś kolejną, ale też może ostatnią szansę na tym ziemskim padole, to przestajesz się cackać z życiem i robisz coś albo na 150%, albo wcale. To ciekawa perspektywa, gdy “to, co pomyślą inni” przestaje rządzić Twoim życiem, a zaczyna rządzić “a co po mnie zostanie, gdy dzisiejszy dzień będzie ostatni”. A ja wiem, co chce tutaj po sobie zostawić. Kończąc ten przydługawy wywód i odpowiadając na pierwotnie zadane pytanie — to nie kwestia motywacji, ja po prostu wiem co mam do zrobienia i pomimo kolejnych przeciwności pcham to do przodu, dzień po dniu, krok po kroku. Nie skupiam się na tym, co się nie udaje, czy co się dzieje, a tylko to, co mogę z tym zrobić, wyłączając zbędne emocje. Robiąc to wszystko, po prostu spłacam swój dług wobec życia, a jeśli te działania jeszcze komuś dodatkowo pomagają, to nie wiem, czy mógłbym dostać większy prezent od losu.

 

Jak oceniasz naszą branżę z perspektywy lat? Jakie zmiany rzuciły Ci się w oczy?

Od samego początku reprezentuje segment, który od roku zyskał popularną w branży nazwę “butikowy”. Teraz dumnie się ją powtarza, próbując zautomatyzować działania w tym segmencie, tworząc sieci, systemy itp. My musieliśmy się tego uczyć jeszcze przed erą mądrych, anglojęzycznych nazw, wskaźników, poradników i ekspertów na YouTube. Dla nas to nie był “klub butikowy”, dla nas to była codzienność, otwieranie klubu, zamiatanie, wyrzucanie więdnących kwiatków z szatni damskiej, wracania do piętrzącej się sterty dokumentów i próba przetrwania kolejnego dnia. Nie było wskaźników, kierunków czy ram organizacyjnych. Był człowiek i jego pasja. Z czasem był człowiek i chęć przetrwania kolejnego dnia. 10 lat temu widzieliśmy tylko dużych i długo, długo nic. Biznes to był ten postawiony na kredytach i halach po 1000 m2. My byliśmy wypadkową z naszą pasją, zerowym kapitałem i próbą stworzenia miejsca, do którego sami chcielibyśmy chodzić. Jesteśmy pokoleniem bez zdolności kredytowej, z rodzicami po kryzysach rynkowych i społeczeństwem mocno osadzonym w mentalności etatowej. Wielu z nas jest buntownikami z wyboru przez pierwsze kilkanaście lat, następnie rozbijamy się o rzeczywistość, wchodząc w dorosłość, a potem o realia biznesowe, próbując coś zmienić. Ciągle jednak na uboczu i bez nadziei, że to, co robimy może być w przyszłości czymś, z czego żyjemy i się utrzymujemy. Gdy po raz pierwszy w środowisku zaczęto mówić o “popularności klubów butikowych” wśród “ekspertów branżowych”, gdy już segment dużych graczy był tak obsadzony, że czymś trzeba było się zająć, tylko się uśmiechnąłem. Wiedziałem jednocześnie, że większość albo uczy się tego od początku na przykładach zza granicy, albo stosuje podobne rozwiązania co duzi gracze, kompletnie bez zrozumienia tego od środka. Nagle coś, co dla nas po 10 latach było oczywiste, od innych wymagało miesięcy przygotowań. Dlatego też skupiłem się na pasjonatach, a nie biznesmenach. Nie ma nic złego w biznesie, ja chciałem działać z ludźmi, którzy chcą coś zmienić. Kluby teraz otwierają często osoby bez wyobraźni i znajomości branży od środka. Szukają zysku, kierują się badaniami i pakują kapitał w coś, co ma przynieść zwrot. W tym też nie ma nic złego, ale mnie to nie jara. Ja wolę tych buntowników, którzy próbują codziennie udowadniać, że da się inaczej. Dlatego objechałem dwukrotnie Polskę wzdłuż i wszerz, będąc niemal nieprzerwanie 2 lata w trasie, by uzbroić ich w narzędzia, które pomogą im rozwijać biznes, nawet jeśli wcześniej nie był on kompletnie poukładany. Bo wierzę w to, że ten pasjonat zaraz po tym, jak już przestanie walczyć o zapłacenie czynszu i przetrwanie, zacznie budować środowisko wokół siebie i zmieniać swój mały świat, który go otacza. Tak z czasem tworzy się ogromny ruch ludzi, którzy nie do końca chcą skalować swój biznes i zarabiać miliony. Oni chcą mieć wpływ, chcą coś zmienić — i ja się z tym utożsamiam. Zatem to, co zauważyłem to to, że dzięki temu, że branża przespała ten czas, to pozwoliło stworzyć olbrzymią społeczność w całym kraju, która zdążyła uniezależnić się od kart partnerskich, banków, sieci franczyzowych, dzięki wiedzy, którą przekazujemy, udało im się zoptymalizować obciążenia podatkowe, zabezpieczyć elementy prawne, uszczelnić umowy i ustabilizować struktury biznesowe. A to pozwoliło im działać całkiem inaczej, niż mainstream twierdzi, że trzeba. A ja lubię wynajdywać takie wytrychy wewnątrz systemu oraz stymulować ich rozwój. Mam ogromną satysfakcję jak pokolenie, które miało zostać skazane na porażkę, dokopuje starej gwardii i wyprzedza ich w przedbiegach. Stąd też wcześniejsze pomysły z trasą warsztatową, gdzie udało się uzbroić prawie 300 placówek, następnie grupy warsztatowe online i biblioteka cyfrowa z dostępem do wiedzy, której nie ma w sieci, potem projekt “Szkoły Managerów”, by ostatecznie przerodziła się w Akademię Managerów Fitness Dance, w którą zaangażowaliśmy 20 prowadzących-praktyków, których testowałem od lutego 2019, sprawdzając, kto jest jedynie szkoleniowcem, który pięknie mówi, a kto jest skuteczny, ma efekty i wyniki oraz (co najważniejsze) potrafi tego nauczyć innych.

Postanowiłeś otworzyć Akademię dla Managerów. Skąd wziął się pomysł na tę inicjatywę?

Uważam, że obecnie panuje kryzys managerów z jednoczesnym kryzysem przywództwa, jak powiedział w jednym wywiadzie Marek Prusiński. Objawia się tym, że sztywna w ramach branża próbuje zaadaptować rozwiązania miękkie w sposób twardy i wychodzi nam karykatura znana bardziej z mów motywacyjnych w korpo. Managerami zostają osoby po studiach “zarządzania”, na których uczą ich często teoretycy, którzy nie potrafią zarządzać własnym budżetem domowym, nie wspominając o czasie; lub zostają nimi osoby, bez doświadczenia, które na czuja próbują się czegoś nauczyć, przepalają kasę właścicieli klubów. Jeśli już właściciel wyśle kogoś na szkolenie, to na szkoleniu uczy się go jak sztucznie nauczyć się przemawiać, zarządzać, sprzedawać, zamiast wyjść z genezy tego, czym jest edukacja i nauka — czyli by zrozumieć, skąd biorą się określone zachowania i zrozumieć jak na nie oddziaływać. Na co dzień spotykam managerów, handlowców, działy marketingowe, które ramowo wykonują swoją pracę, sztucznie stosując metody ze szkoleń, a potem dziwią się, że “to nie działa, a przecież robiłem tak jak mówił ten Pan na szkoleniu”. Znać właściwą drogę, a podążać nią to dwie różne rzeczy — cytując klasyka. Na Akademii, prowadzący to praktycy, przedsiębiorcy, właściciele własnych biznesów — nie szkoleniowcy i teoretycy. To będzie twarda szkoła, ale szkoła życia. To wszystko, czego się nauczą nasi studenci, będzie oparte o praktykę oraz o modele wypracowane na podstawie horendalnej ilości porażek, prób i błędów nim zaczęły działać. Będą one jednak skuteczne i wielokrotnie powtórzone, a co najważniejsze uczone tak, by nie tylko je powtarzać, ale żeby zrozumieć mechanizm, by móc tworzyć własne, na własnych warunkach. Do samochodu też możemy wsiąść, przekręcić kluczyk i jechać, ale możemy też wiedzieć, dlaczego on jedzie i móc wpływać na tę jazdę oraz reagować na wszelkiego rodzaju awarię i wyłapywać w porę wszelkie anomalie, trzeba jednak rozumieć, jak to działa. Takie będzie założenie, tych 7 miesięcy spędzonych przez studentów w Akademii.

Czy Twoim zdaniem managerowie klubów fitness chcą zdobywać wiedzę i się kształcić?

Nie wiem, czy chcą. Wiem jednak po ostatnich 5 latach rozwijania działu edukacyjnego w Fundacji, że MUSZĄ, bo nie ma innej drogi na obecną chwilę. Do tego wiem, że wielu z nich nie wie, że mogłoby. Bo niektóre szkolenia magików od szkoleń tak zepsuły postrzeganie warsztatów w tej branży, że na słowo “szkolenie” reagują litościwym uśmiechem i nie ruszą tyłka na nic więcej poza “darmowy webinar”, bo i po nim wielokrotnie nie widzą wartości, by za coś zapłacić. Musimy pokazać im, że można się edukować, a nie wiecznie szkolić. Edukator to ktoś, kto wbrew zasadom rynkowym chce, by osoba, którą uczy, nie musiała wiecznie wracać do niego po wiedzę, aby za pomocą narzędzi, które dajemy, mogła sama sobie dalej radzić. My w fundacji chcemy świadczyć usługi, po których nie trzeba wracać, a skuteczność osób, które korzystały np. Ze Szkoły Managerów, naszych seminariów prawnych i organizacyjnych, czy chociażby Akademii Managerów Fitness Dance, były chodzącą wizytówką i dowodem na to, co jest skuteczne i daje permanentne rozwiązanie, a co tylko chwilowym plastrem na prawdziwy problem, tylko po to byśmy przyszli po więcej.

Jakie masz dalsze plany na rozwój działań?

Moim planem na 2020 jest rozwój Akademii, przygotowywałem ją od początku 2019 roku, kontynuacją będą Studia MBA na Uczelni Biznesowej w Warszawie, na zarządzaniu o specjalizacji Fitness/Dance, które ruszą w październiku 2020 roku. Akademia to jedynie rozgrzewka i wstęp do dominacji rynku edukacyjnego w Polsce, pokazując alternatywę do tego, co działo się przez ostatnie lata. Stawiając przede wszystkim na skuteczność narzędzi, twarde dane, praktyków i nonkonformizm. Nie boimy się podważać status quo. Nie raz udowadnialiśmy, że to, co skuteczne niekoniecznie jest intuicyjne, a to co intuicyjnie, niekoniecznie jest skuteczne. A biznes nie jest intuicyjny, nigdy nie był. Jest jednocześnie genialnym polem do weryfikacji kwiecistych słów, w kontrze do zderzenia z brutalną rzeczywistością. Tutaj jak na dłoni widać, czy coś działa, czy nie — reszta to tylko dorabianie ideologii.

***

Michał Kosel, przedsiębiorca, dziennikarz, założyciel Fundacji ZarabiajNaPasji.com – przedsiębiorca, który od 10 lat udowadnia, że można tworzyć coś na własny rachunek tylko i wyłącznie w oparciu na pasji, zainteresowaniach i predyspozycjach i godnie z tego żyć. Autor dwóch książek (www.PracaPoStudiach.pl i www.PasjaUpada.pl). Jest wykładowcą na studiach licencjackich i MBA, na uczelni biznesowej ASBIRO w Warszawie, wykładowcą LEM przy Instytucie Misesa oraz doradcą na Uniwersytecie Opolskim w formie eksperta z sektora prywatnego. Dwukrotnie otarł się o bankructwo, zbudował 2 placówki taneczno-sportowe, nie mając złotówki na koncie. Obecnie prowadzi swoje kluby, które w pełni zautomatyzował budując zespół na strukturach Organizacji Turkusowej uniezależniając poszczególne piony organizacyjne, by działały autonomicznie. Jego spółki i organizacje prowadzą w całej Polsce prawie 20 projektów sportowych i edukacyjnych. Powołał do życia fundację, która wspiera pasjonatów na rynku pracy i buduje dla nich struktury do rozwoju tak, aby nie zabiła ich papierologia i zawiłe prawo. W wieku 25 lat zarządzał ponad 30 osobami.

Polecamy także:

Czy na Górnym Śląsku potrzebne są kolejne kluby fitness ?