źródło: materiały prasowe

Codziennie mówi tysiącom Polek i Polaków „ukochoj sie!” i na swoim przykładzie pokazuje, że warto mieć do siebie dystans, ale jednocześnie stawiać wyzwania. Te fizyczne i życiowe. Qczaj – trener motywator, jednych uskrzydla, innych prowokuje do hejtu. Ale niewątpliwie wywołuje dużo emocji. Od 19 lipca będzie można go oglądać w kinach, w produkcji o mieszanych sztukach walki.

W lipcu zobaczymy go w filmie Fighter.

Co trener motywator robi w filmie?

– Debiutuję na dużym ekranie i to w roli osoby kompletnie różnej od Qczaja. Ale to nie jest moje pierwsze aktorskie wyzwanie. Miałem 18 lat, kiedy z castingu dostałem się do Teatru Buffo Janusza Józefowicza. Byłem chudziutkim chłopakiem z gór, który uciekł do Warszawy. Miałem w bicepsie tyle, ile teraz w nadgarstku. Pojechałem na casting śpiewano-aktorski i dostałem się do musicalu. Szybko okazało się, że wymaga to wszechstronności. Między innymi ważna jest siła, wysportowana sylwetka. To zmotywowało mnie, by zacząć ćwiczyć. Po pierwsze jednak dla siebie – by w ten zdrowy sposób eliminować złe emocje i stres, związany z nagłym przeskokiem w życie na dużych obrotach, w wielkim mieście i pod sporą presją. I tak trenuję już od przeszło 10 lat.

Mówisz o sobie trener rzyci, a „ukochoj sie!” stało się Twoim znakiem firmowym. Tryskasz dobrymi emocjami, zarażasz optymizmem, śmiejesz się z siebie. Wystarczy spojrzeć na twój instagramowy profil, filmiki. I komentarze wielu kobiet, które porwałeś tą energią i do ćwiczeń i do zmian.

– Lubię wywoływać reakcje ludzi, dawać pozytywne emocje. Lubię patrzeć, jak dzięki mojej energii czują się lepiej, stawiają sobie jakieś cele, robią mały kroczek, na drodze do wielkiej zmiany. Zawsze coś nagrywałem, głównie dla siebie, bo wtedy nie było jeszcze Instagrama. Teraz mam szansę dzielić się tym z szerszą znacznie publiką. Łączę fitness, performance, umiejętności kabaretowe i aktorskie. Dzięki temu robię rzeczy, o których zawsze marzyłem. Muszę się przyznać, że uwielbiam scenę. A, że do tego nie lubię się ograniczać, więc teraz przyszedł czas na film, skoro pojawiła się taka możliwość. Nie boję się nowych doświadczeń i do tego przecież namawiam innych – by nie bali się doświadczać nowego. Będę to powtarzał ludziom do znudzenia: trzeba żyć tak, jak się chce. A nie żałować braku decyzji. Cieszę się, kiedy ktoś w komentarzach pod wpisami i relacjami dzieli się swoimi postępami. Ta energia przepływa w dwie strony!

W filmie Fighter, o mieszanych sztukach walki, który 19 lipca wchodzi do kin, grasz drugoplanową rolę Jacka, młodego drwala. Ile Daniela Józefa Qczaja jest w tej postaci?

– Na pierwszy rzut oka niewiele. Na co dzień zajmuję się sportem i ludzie oglądają mnie rozebranego. Jacek, pracujący w ekipie drwali, jest wciąż ubrany. To chłopak, który żyje w swoim świecie, nie ma zbyt wielu ambicji. Cieszy się z tego co ma – ale ja też to potrafię. Jacek to introwertyk, a Ci co mnie lepiej znają wiedzą, że nie zawsze jestem roześmianym ekstrawertykiem. Lubię czasami samotność. Zdarza się więc, że Jacek i Daniel zachowują się podobnie.
Jednak ja na co dzień dużo i głośno mówię, jestem dosyć wybuchowy. W filmie musiałem się wyciszyć, trzymać emocje na wodzy. Ania Karczmarczyk, która w wielu scenach mi partneruje, bardzo mi pomagała wydobyć z siebie te właściwe emocje.

Czy na planie zdarzyły się jakieś historie, które zapamiętasz?

– Piotrek Stramowski uratował moją twarz (śmiech)! Dosłownie! Jechaliśmy samochodem wyładowanym sprzętem drwali, który miał być wykorzystywany w ujęciu. Podjeżdżaliśmy pod stromą górkę i choć urządzenia były przymocowane, to nagle coś się poluzowało, a całe to żelastwo zaczęło sunąć na mnie. Piotrek wykazał się refleksem, zareagował i przytrzymał je. Doznałem drobnej kontuzji, a mogłem stracić twarz (śmiech)!
Dzięki grze w filmie poznałem też osobiście fantastycznego aktora Krzysztofa Stelmaszyka, który funkcjonuje kompletnie poza internetem. Jedziemy kiedyś razem z planu, Krzysiek siedzi obok i pyta, co robię w życiu. Zacząłem mu opowiadać, jak ćwiczę, pokazuję to ludziom, motywuję ich… Popatrzył na mnie ze zdziwieniem, rozbawieniem i mówi: Poważnie?! W takich sytuacjach doskonale łapie się dystans do siebie.

Podobno to nie jedyna propozycja filmowa, którą dostałeś. Przygoda będzie trwać?

– Tak, mogę już powiedzieć że, pojawiła się nowa propozycja pracy na planie filmowym i już bardzo się z tego cieszę. To nie przygoda, tylko praca. Bardzo poważnie podchodzę do zadań aktorskich. Zresztą wszystko co robię staram się robić na 100 procent.

Dziękuję za rozmowę.

Polecamy także:

Marita Surma Majewska i Daniel Majewski założyli fundację UNICORN