Drodzy Państwo, sytuacja w kraju jest nadal kryzysowa. Zamknięte kluby fitness i obiekty sportowo – rekreacyjne spowodowały, że większość osób boryka się z brakiem zatrudnienia. Jak wygląda perspektywa instruktora fitness? O rozmowę poprosiliśmy Elżbietę Przygrodzką z Saturn Fitness.

Powiedz proszę, jak oceniasz to, co się dzieje aktualnie w branży fitness?

Nie ukrywam, że patrzę z przerażeniem na to, co się dzieje. Z jednej strony – załamanie rynku dotyczy wszystkich i byłoby hipokryzją twierdzić, że branża fitness ma najgorszą sytuację. Jest niestety wiele profesji i branż, które w tej chwili tracą. Na pewno jednak sytuacja BF jest jedną z trudniejszych. Małe kluby mają bardzo poważny problem – często ich głównym źródłem przychodu jest najzwyczajniej to, co wypracują sobie w przeciągu miesiąca. Wielkie sieci – wcale nie są w ciekawszej sytuacji.

Pomijając niekończące się pytania od klientów, kiedy otworzą ponownie, borykają się jeszcze z dylematem dotyczącym zawieszania karnetów, rezygnacji z usług długoterminowych uzasadnianej nieprzewidzianą w regulaminie sytuacją w kraju i na świecie. Trzeba mocno ważyć każde słowo, liczyć się też z tym, że klienci są bardzo wrażliwi na wszelkie negatywy w tej chwili, komunikować się ostrożnie. Jednocześnie bronić jednak własnego biznesu, bo przecież łączy nas – managerów, właścicieli, pracowników i klientów – jeden wspólny cel: mieć do czego wracać po wszystkim. Dlatego też sytuacja jest precedentalna i niezwykle delikatna.

Z jakimi konsekwencjami wiąże się dla instruktorów okres pandemii?

Instruktorzy fitness, w większości, zostali zupełnie bez niczego. Weźmy pod uwagę, że zdecydowana większość z nich nie ma stałego, jednego miejsca pracy – prowadzą zajęcia w wielu klubach, po kilka godzin w każdym. Na co dzień jest to sytuacja bezpieczna – jeśli stracisz godziny w jednym miejscu, „załapiesz” się w innym. Ale w zaistniałej sytuacji takie osoby zostają na lodzie. W większości pracują na umowach zleceniach lub o dzieło, ewentualnie prowadzą działalność – ale nawet jeśli ją zawieszą, co z tego, skoro nie mają dochodu. Niestety, wielu instruktorów (wbrew pozorom!) utrzymuje się z tej właśnie pracy i nie ma innego źródła zatrudnienia. Nie można mieć pretensji do klubu, że nie płaci za niewykonane zlecenie – bo zajęć po prostu nie ma. Można liczyć na tworzone przez rząd programy, bo im dłużej przeciąga się pandemia, tym robi się trudniej.

Kluby, nawet jeśli chcą, nie mogą udzielić takiej pomocy, jakiej instruktorzy oczekują. Mogą organizować płatne zajęcia online, i większość to robi (płatne dla instruktorów), ale tych zajęć nie jest dostatecznie dużo, by utrzymać wszystkich instruktorów. W dużych sieciach są ich setki, w małych klubach – po kilkunastu w każdym. A zajęć online jest maksymalnie kilkanaście w tygodniu. Dodatkowo, nie każdy instruktor podczas zajęć online się sprawdza. Po pierwsze, nie wszyscy lubią tego typu zajęcia prowadzić, nie odnajdują się przed kamerą, po drugie – trzeba mieć naprawdę wielu klientów, żeby zebrać na online duże grupy (zwłaszcza jeśli to treningi live!).

Live to osobna bajka – tu nie ma przebacz. Klienci na zajęciach są całą grupą, niesie ich energia. Nas instruktorów, też. A przed komputerem stoi się samemu, niejednokrotnie balansuje, żeby zmieścić się w kadrze, coś w tle przeszkadza, coś się dzieje. Trzeba mówić do ludzi, ale ich nie widać. Podczas live piszą komentarze – ale czytać je, czy ćwiczyć dalej? Nie jest to lekki kawałek chleba, to prawie osobna branża!

Jak czują się Twoi znajomi w tym okresie oraz jak sobie radzą?

Moi znajomi – tu odpowiadam od razu na dwa pytania – czują się różnie, ale radzą sobie w większości. Jak wszyscy – muszą się dostosować do sytuacji. Prawda jest taka, że tylko częściowo przyczyną frustracji w branży są finanse. Spory procent niezadowolenia bierze się też z innego źródła. Niektórzy przecież mają pracę zarobkową, nie zostali bez niczego – a mimo to też narzekają, a mówię o instruktorach i trenerach. Tak naprawdę wszyscy kochamy swoją pracę. Idę na salę żeby zarobić, oczywiście, i brak źródła przychodu – czy to dodatkowego, czy (nie daj Boże!) podstawowego – jest największym problemem. Ale tak naprawdę, brakuje ludzi. Tej niezwykłej energii, którą daje grupa. Tego, że można z nimi ten trening odbyć.

Tego nie zastąpi żaden online, live – nic. I kto spróbował i pokochał prowadzenie zajęć, temu będzie ich brakować. Moi znajomi na to właśnie narzekają w drugiej kolejności, tzn. na brak ruchu w znaczeniu zajęć. Wiem jak bardzo im tego brakuje, bo mam dokładnie ten sam stan. Niestety, ten stan źle działa na nasze ogólne samopoczucie. Co bardziej przedsiębiorcze osoby planują własne grafiki, albo wchodzą we współpracę z klubem, w którym prowadzą najwięcej zajęć lub też mają najwyższą frekwencję. Są w stanie trochę na tym zarobić, jeśli np. zamykają grupy na FB i prowadzą zajęcia za opłatą. Podobnie prowadząc zajęcia dla klubu, ustalają stawki. Niestety jednak zajęcia online wymagają przestawienia się na nowe tory i Ci, którzy tego nie chcą, robią sobie przerwę od fitnessu. Szukają innej pracy, innego źródła przychodu – muszą utrzymać siebie i często rodzinę. Zastanawiam się, czy wszyscy wrócą do prowadzenia zajęć, czy nie rozstają się z nimi na stałe.

W jaki sposób można pomóc instruktorom w tej sytuacji?

Cały czas zachodzę w głowę, jak można instruktorom pomóc. Ponieważ sytuacja jest trudna nie tylko dla nich, ale też dla recepcji, trenerów, pozostałych pracowników branży – nie można tu liczyć na szczególne względy, niestety. Dlatego też instruktorzy, którzy na co dzień są sercem klubu, gromadząc nieraz dziesiątki klientów na raz, czują się bardzo pominięci. Pomocą będzie na pewno tarcza rządowa. Kluby przynajmniej te, które są mi znane, starają się pomóc pracownikom z wypełnieniem wszelkich dokumentów. Ze strony sieci, w której w tej chwili pracuję – rozliczamy się z instruktorami za zajęcia online. Wiem, że trudno będzie znaleźć dla nich inne płatne zajęcia w tej sytuacji – ale też trudno będzie im znaleźć inną pracę.

Niestety, nowe warunki wymagają nowego podejścia. Ci, którzy chcą być dalej instruktorami na pełny etat, prawdopodobnie muszą jednak zacząć uśmiechać się do kamery i prowadzić zajęcia online. Też tego nie lubię – to nie moja bajka, czuję się sztucznie. Ale szalenie doceniam fakt, że klienci oglądają, komentują, trenują z nami. To też potrafi dodać energii, nieco innej niż ta płynąca z sali. I przede wszystkim – jeśli instruktor decyduje się prowadzić zajęcia online lub live, ale robi to samodzielnie, poza klubem – nie powinien robić tego za darmo. Niestety, ale to prawda – ja wiem, że wszyscy kochamy swoich klientów i pracę. Ale za darmo można poprowadzić jedną, dwie godzinki. Kwarantanna trwa już ponad dwa tygodnie i nie wiemy, ile jeszcze potrwa. Jeśli zaczniemy teraz dawać treningi online za darmo, jakie mamy prawo zażądać za nie pieniędzy później?

Czy widzisz jakieś plusy lub szansę w obecnej sytuacji?

Plusy obecnej sytuacji to dla mnie pytanie-wyzwanie. Jestem – jak każdy instruktor i każdy pracownik branży – sfrustrowana tym, co na nas spadło. Zła, że nie mogę robić tego, co kocham w sposób, w którym się sprawdzam, ale jeśli wszyscy będziemy tylko narzekać, na pewno nie skończymy dobrze. Dlatego staram się szukać plusów i jednym z nich jest na pewno to, że zarówno ja, jak i wielu moich znajomych z branży, zaczęliśmy poznawać nowe możliwości. Kto by pomyślał, że przy odrobieni kreatywności, praktycznie wszystkie zajęcia można robić online. Ba! Nawet treningi personalne można robić online!

Kto by pomyślał, że nawet wątpliwej jakości nagrania (mówię o sprzęcie, nie technice prowadzących!) będą budzić zainteresowanie, gdy klienci się za nami stęsknią. Poczujmy się przez chwilę docenieni – nam ich brakuje, ale oni też piszą do nas każdego dnia. Chcieliby wrócić na salę i potrenować z nami w rzeczywistości niewirtualnej! W drugą stronę, my też możemy wiele rzeczy docenić. Naszą codzienną pracę. Dobre do tej pory stawki instruktorów. Niezwykłą energię na każdych zajęciach. Zmęczenie mięśni po całym tygodniu, na które narzekamy, a teraz nam go brakuje. Efekty klientów. Ich radość, że nas widzą. Proste rzeczy.

Zbieramy teraz nowe doświadczenia. Uczymy się online. Trenujemy online. Sieci klubów już wyczuły nowy potencjał. Nie, nie ma się czego obawiać – prawdziwego instruktora ani prawdziwego trenera, żywego człowieka stojącego obok Ciebie, gdy robisz trening i mówiącego „dasz radę, to nie jest Twój max, możesz więcej” – nikt nie zastąpi. Było takich prób miliony. Żaden awatar tu nie pomoże. Ale prawdopodobnie wzbogacimy się o zupełnie nową gałąź – fitness i treningi online. Niby funkcjonowały do tej pory, ale właśnie odkryliśmy, ile potencjału w nich tkwi. Niektórzy bardzo rozwinęli swoje umiejętności prowadzenia takich zajęć. Niektórzy może odkryli, że lubią występować przed kamerą. A wszyscy – docenili rzeczywistość bez ograniczeń, której nam właśnie zabrakło.

Jakie są Twoje prognozy dla branży fitness po zakończeniu aktualnej sytuacji?

Moje prognozy po części omówiłam już wyżej. Jedno zdanie na początku kwarantanny mnie dziwiło, bo uważałam je za niepotrzebnie górnolotne. A jednak to prawda – wszyscy obudzimy się w nowej rzeczywistości. To dotyczy nie tylko branży fitness, ale dziś na niej się skupiamy. Zatem, liczmy się z tym, że będą siłownie, które zmuszone będą zakończyć działalność – nie mówię o konkretnych, nie mówię też koniecznie o Warszawie, sądzę, że będzie to dotyczyć całego kraju. Inne, które przetrwają – choć trzymam kciuki za wszystkie – na pewno będą wracać powoli. Będzie wielkie uderzenie klientów stęsknionych za treningiem – ale też szczególnie duży odpływ, bo wielu ludzi najpierw będzie chciało odzyskać stabilność finansową, a potem dopiero wracać na siłownię. Chciałabym powiedzieć, że będą kluby, które tej pandemii nie odczują, ale nie wierzę w to. Każdy w branży poczuje na swój sposób.

Prawdopodobnie zajęcia fitness będą ograniczone co do ilości. Zatem znowu mniej pracy. Treningi personalne to towar ekskluzywny – wiele osób chętnie wróci, ale podobnie jak z karnetami – mnóstwo ludzi ma zupełnie inne priorytety. To zwyczajnie następstwo sytuacji i jak nigdy musimy wykrzesać z siebie największe pokłady empatii. Instruktorzy walczą o przetrwanie, podobnie jak trenerzy. Ci, którzy w branży pracują długo, prawdopodobnie wrócą z przytupem. Ich klienci na nich czekają. Młodzi, którzy jeszcze nie mają „renomy” – będą mieli problem, by się teraz wybić.
A jednocześnie wszyscy musimy zweryfikować swoje podejście – schować nieraz dumę do kieszeni.

Właściciele klubów będą walczyć o klienta bardziej niż zwykle, ale nie agresywnie, a przyjaźnie, bo tego właśnie będzie trzeba „po”. Instruktorzy, trenerzy – wrócą z sercem na dłoni bardziej niż kiedykolwiek, ale też z głową otwartą na nowe możliwości i inne warunki pracy. To nie jest czas na “gwiazdorzenie” i konkurencję między sobą. To nie walka, to współpraca nas odbuduje. A wszyscy pracownicy branży, także Ci, o których się zwykle mniej mówi – muszą szykować się na trudny wybór: czy jesteśmy w stanie przystosować się do zmian, czy chcemy szukać swojego miejsca gdzieś indziej? Bo branża zmienia się zawsze, ale tym razem jest to rewolucja.

Wywiad z Elżbietą Przygrodzką, Saturn Fitness

Polecamy także:

Tarcza antykryzysowa dla klubów fitness i siłowni