To pytanie, które warto w końcu zadać głośno. Nie tylko na zamkniętych forach mieszczących kilkaset osób, czy w prywatnych wiadomościach znajomych, którzy “mieli kontrolę”. To pytanie, które szczególnie teraz nabiera nowego wyrazu. W ostatnich 2 latach mogliśmy zaobserwować niebywały wzrost świadomości na polu marketingowym, organizacyjnym, ale też prawnym w branży fitness czy tanecznej.

ŚWIADOMOŚĆ PRAWNA RODZI SIĘ PRZEZ BÓL?

Czy ze świadomością prawną jest podobnie jak ze świadomością naszego ciała podczas treningów? W zeszłym roku słowo RODO nie schodziło z ust i odmieniane było przez wszystkie przypadki. Nawet Pan Jurek w taksówce bał się wywołać nas po imieniu. Było w tym wiele chaosu i nieprawdziwych informacji, nie mniej jednak każdy dzięki temu zastanowił się wtedy i zaczął pojmować istotę prawną tych zmian. Kilka lat wcześniej, duże zamieszanie wywołały zmiany dotyczące praw konsumentów, które podniosło świadomość samych kupujących. Podobnie jest teraz z muzyką, tutaj również jest potrzebne trzęsienie ziemi, by część społeczeństwa otworzyła oczy na problem.

BRANŻA ODPUŚCIŁA – WOLI PŁACIĆ

Branża sportowa z jakiegoś powodu przez lata pozostawała bierna. Nawet jeśli ktoś zna naturę problemu i podskórnie wyczuwa, że coś tutaj nie gra to w efekcie i tak nie podejmował realnych działań, dla spokoju odpuszczał i płacił. Tylko w prywatnych rozmowach przewijały się inwektywy pod ich adresem, nie było wiadomo gdzie możemy się zwrócić z problemem, a sami właściciele nie mieli anii wiedzy, ani zasobów, by stoczyć walkę z systemem.

W końcu to NIE muzyka jest źródłem naszego dochodu, a liczne szkolenia, w które zainwestowaliśmy latami – mało kto z nas przypomina sobie kurs z bycia chodzącą dyskoteką, prawda?

JAKA JEST PODSTAWA PRAWNA PROBLEMU?

By lepiej to zrozumieć spróbujmy odnieść się do artykułów ustaw, które są najczęściej wymieniane podczas wizyty “smutnych panów”. Tutaj przytoczę fragment protokołu kontroli ZPAV.

 

Tutaj mała ciekawostka, nazwa “protokół” ma się kojarzyć z urzędowymi pismami, w rzeczywistości jest to nadrukowana kartka papieru, który de facto jest zwykłą notatką służbową. Takim brudnopisem i nie ma mocy prawnej, co potwierdziła mi Dyrekcja ZAiKS, całą rozmowę z Panią Dyrektor znajdziecie na moim kanale na YT.

Wróćmy jednak do “protokołu” i jego mocy prawnej. Pierwszy artykuł, który się pojawia jest następujący:

Art. 48. (przed zmianą ustawy, był to Art.105 us. 2) W zakresie swojej działalności organizacja zbiorowego zarządzania może się domagać udzielenia informacji oraz udostępnienia dokumentów niezbędnych do określenia wysokości dochodzonych przez nią wynagrodzeń i opłat.

Czyli mówiąc ludzkim językiem, ustawa jasno stwierdza, iż OZZ (Organizacja Zbiorowego Zarządzania):
“może się domagać udzielenia informacji” (nie musi, nie mamy obowiązku – po prostu ustawa daje taką możliwość, by OZZ w ogóle mógł o to zapytać). “Niezbędnych do określenia wysokości dochodzonych przez nią wynagrodzeń i opłat” (ale ta zależność musi występować).

Co jasno pokazuje kolejny artykuł:

Art. 49. “Umowa o korzystanie z utworów (…) określa zasady udostępniania przez użytkownika (…) informacji i dokumentów niezbędnych do pobrania przychodów z praw (…). Czyli mówiąc prosto, musi występować zależność pomiędzy Twoimi działaniami, a działaniami do których OZZ jest uprawniony – czyli musisz zarabiać na muzyce i w jakiś sposób to potwierdzić np. podpisać umowę lub oświadczenie.

Dajmy na to, że przestraszyłeś się groźnie brzmiącego dokumentu i podpisałeś umowę. W tym wypadku jest to zwykła umowa cywilnoprawna, w której przyznajesz, że korzystasz z utworów, zarabiasz na tym, odtwarzasz je publicznie i zgadzasz się na odprowadzanie z tego tytułu wynagrodzenia do danego OZZ, który to ma w obowiązku przekazać te pieniądze danemu artyście, na którym zarabiasz. OZZ w żadnym wypadku (a już szczególnie, gdy posiadasz inną licencję) nie ma prawa sam z siebie stwierdzić, że łamiesz prawo.

Może on domniemać, że tak jest i wezwać Cię do podpisania umowy, ale równie dobrze, ja mogę wezwać Was teraz do wykupienia rocznej prenumeraty Fitness Biznes – nie oznacza to, że musicie to zrobić – zaczynacie rozumieć bełkot prawny, który się stosuje, a który ma Was zbić z tropu?

JEDNO SŁOWO W PRAWIE ZMIENIA WSZYSTKO

Ale idźmy dalej. Oto jedno z pism STOART, które ma na celu podpisanie umowy z danym podmiotem:

I znów, jeśli jesteś trenerem tańca czy fitness i mając swoją malutką placówkę otrzymałbyś takie zawiadomienie, to pierwsze co przychodzi Ci na myśl to fakt, iż dopuściłeś się ciężkiego naruszenia i chcesz czym prędzej wyjaśnić sprawę. Spójrzmy jednak co tutaj jest napisane i spróbujmy zmienić kluczowe słowa, byście jeszcze lepiej mogli zobrazować sobie to, na co patrzycie:

“Zawiadamiamy, że do dnia dzisiejszego nie otrzymaliśmy od Państwa podpisanej umowy generalnej (licencji) na roczną prenumeratę na portalu Branża Fitness. Proszę o wyjaśnienie zaistniałej sytuacji i nadesłanie wspomnianej umowy.

Przekonani o dobrej woli Państwa, mamy nadzieję, iż niezbędne dokumenty wpłyną do nas w nieprzekraczalnym terminie (dajemy Ci 7 dni roboczych) lub też nastąpi kontakt telefoniczny z pracownikiem Centrum Operacyjnego Redakcji Branża Fitness mieszczącego się obok bazy ZORDONA w Warszawie.

W trosce o należyty poziom czytelnictwa w Polsce informuję, iż na podstawie Kodeksu Cywilnego jak i ustawy Prawa Przedsiębiorców, Redakcja może przeprowadzić kontrole czytelnictwa prenumeraty jak i zakres zapamiętanych przez czytelnika informacji przedmiotowego przypadku”

Brzmi dobrze, prawda? Ale nic nie zmienia. Co wyżej zobaczyliście na zdjęciu to nic innego jak “ulotka informacyjna” i za taką też zostałaby uznana przez sąd, gdybyśmy próbowali na jej podstawie wnieść np. o usiłowanie wprowadzenia nas w błąd w celach uzyskania korzyści majątkowej.

Podobnie jak Branża Fitness może pytać Was o to, czy czytaliście dany artykuł i jak Wam się podobał, podobnie OZZ mogą zadać Wam pytanie czy łamiecie prawo i czy zarabiacie na muzyce. Nie oznacza to, że ktokolwiek z nich może zmusić Was do udzielania takich informacji, co więcej – czy może za Was, wbrew Waszemu oświadczeniu uznać Was za winnych i nakazać płatność. No chyba, że podpiszecie z nimi umowę. Podobnie jak z prenumeratą Branży Fitness – skoro podpisaliście świadomie umowę – to teraz płaćcie. Zaczynacie rozumieć?

PRAWA KONSUMENTA I WPROWADZANIE W BŁĄD?

Możecie powiedzieć jeszcze “a co z prawami konsumenta, wprowadzaniem w błąd itp”. O ile prenumeratę moglibyście wykupić jako konsument, to umowę z OZZ podpisujesz jako przedsiębiorca, czyli w świetle prawa profesjonalnie zorganizowany podmiot, który powinien być świadom swoich praw i obowiązków oraz mieć wiedzę potrzebną do podpisywania takich umów. W efekcie znaczy to nic innego, jak to, że podpisana umowa przez dwa profesjonalnie zorganizowane podmioty – Twój Klub i OZZ, do tego umowę cywilnoprawną na świadczenie niejako usług – będzie obowiązująca bez względu na zapis. Dlatego tak ważne jest to, co podpisujecie!

JAKIE KOMPETENCJE MA ZWYKŁE STOWARZYSZENIE?

Pamiętajcie, że tylko sąd może stwierdzić, że jesteście winni. Bez oficjalnego wyroku domniema się, że nawet jako oskarżony jesteś niewinny. A już na pewno nie może tego zrobić zwykłe, prywatne stowarzyszenie, którym jest właśnie wcześniej wspomniany ZPAV, ZAiKS, czy STOART. Ich kompetencje są podobne do kompetencji innego stowarzyszenia, które za cele statutowe obrało sobie ochronę zwierząt, a któremu Minister właściwy dał prawo do zwracania się z zapytaniem o ewentualne naruszenia w tym zakresie, czyli prośbę o udzielenie informacji niezbędnych do określenia stopnia zdrowia zwierzęcia.

Takie stowarzyszenie ma zatem możliwość zapukania do Waszych domów z zapytaniem “czy maltretuje Pani swojego kota?”, jeśli na owe zapytanie odpowiedź jest przecząca taki “kontroler”, może to zanotować, odwrócić się na pięcie i pójść dalej. Oświadczyliście bowiem, że nie występuje tutaj naruszenie prawa. Jeśli jednak na powyższe pytanie padłaby odpowiedź twierdząca, taka osoba mogłaby wezwać Was do zaprzestania czynu lub wezwać Policję. Nie mniej jednak tutaj jej kompetencje się kończą i są równe kompetencji zwykłego Kowalskiego, który również może wzywać do zaprzestania dowolnej czynności lub też wezwać Policję pod zarzutem prawdopodobieństwa popełnienia przestępstwa.

Jest jednak trzecia możliwość, ów kontroler mógłby okazać plakietkę i zapytać czy może wejść do mieszkania i osobiście sprawdzić, czy stan zdrowia nie zagraża życiu zwierzaka. Jeśli wpuścimy taką osobę na prywatny teren, to równocześnie wyraziliśmy zgodę na jego przebywanie na naszym terenie. Co zatem może zrobić taki kontroler? Może wejść do mieszkania i uznać, że zwierzak nie ma odpowiednich warunków do mieszkania, ponieważ nie sypia w swoim legowisku, a z Tobą w łóżku i istnieje zagrożenie przygniecenia go w nocy, a karma, którą je została przetworzona z innego, żyjącego zwierzęcia i jest to barbarzyństwo, które odbija się na psychice zwierzęcia.

Do tego pies ma ślady maltretowania, mimo, że próbujesz wyjaśnić, że zadrapania powstałe podczas zabawy z innym psem, z którym znają się od miesięcy. Kontroler wyciąga druczek nazwany szumnie protokołem i oświadcza, że jeśli właściciel odmówi podpisu, to skieruje sprawę na Policję. Właściciel przekonany o kompetencjach kontrolera, podpisuje. Następnie pocztą przychodzi umowa na zarząd nad zwierzęciem i kuratelę. Właściciel podpisuje umowę nie chcąc problemów z Policją, którą grozi kontroler. W efekcie, zgodził się właśnie, by zwykłe stowarzyszenie nachodziło go w domu o dowolnym czasie bez zapowiedzi i kontrolowało, czy zwierzakowi nie dzieje się nic złego.

Właściciel zgodził się również na odprowadzanie miesięcznej opłaty za ten “zarząd nad zwierzakiem” w zamian za “umorzenie” kary, którą wstecz chciano nałożyć za potencjalny czas, przez który warunki mieszkaniowe zwierzaka były niedostosowane do ich wewnętrznego regulaminu w powołaniu na ustawę chroniącą zwierzęta przed nękaniem.

CZY TO OZNACZA, ŻE JESTEŚMY BEZPIECZNI?

Niestety NIE, z doświadczeń wiemy, że agenci lub pełnomocnicy (to nie kontrolerzy, jak Ci z US) mają za zadanie podpisać jak największą liczbę umów, pracują również na prowizji, co oznacza, że w tym wyścigu liczy się efekt! Wielokrotnie byliśmy świadkami i sami odczuliśmy techniki, które są przez nich używane, a które mają na celu wywrzeć wrażenie tego, że popełniamy ciężkie przestępstwo, ale jeśli podpiszemy umowę od razu, to zmniejszą kary i nie będą nas pozywać. Bywały sytuacje grożenia Policją, by wywrzeć wrażenie organu, który ma za sobą służby mundurowe – wystarczy zajrzeć na mój kanał na YT, tam więcej nagrań kontrolerów, którzy chyba zapomnieli jakie jest ich zadanie.

Są też inne zagrożenia, które łatwo może wykorzystać pełnomocnik O.Z.Z.: może doprowadzić do sytuacji, kiedy pojawia się w klubie podczas nieobecności właściciela i nakazać podpisać pracownikowi. Dodatkowo, wypytując go o szereg informacji i prosząc o oprowadzenie po klubie. Mogą powoływać się na skomplikowane zapisy ustawy tak, by zbić z tropu właścicieli placówek, tym samym żądając często informacji, których nie musielibyśmy podawać – takich przykładów jest masa, dużą część mamy udokumentowaną.

Dlatego jeśli nie jesteś pewien, rekomendujemy kontakt z Fundacją, nasz dział prawny za darmo przeanalizuje Wasze dokumenty, takie jak regulamin czy umowę z klientem i wskaże co można tutaj zdziałać. Niestety z doświadczenia wiemy, że przedsiębiorcy mimo wiedzy, nie dawali rady samemu odeprzeć argumentów OZZ.

KARY WSTECZ NAWET PO 46 000 zł ZA OSTATNIE 5 LAT?

Całe szczęście, coraz większa grupa przedsiębiorców i właścicieli klubów sięga po pomoc. Kilka miesięcy temu w ostatniej chwili wybroniliśmy klub, który otrzymał karę na 30 000 zł, a przed kilkoma tygodniami jedna z placówek otrzymała pismo na 46 000 zł zaległych opłat, na 5 lat do tyłu z sugestią, że jeśli podpiszą umowę, to kwota ta może spaść lub zostać rozbita na raty. Mało brakowało, by sami ukręcili na siebie bat.

Aktualnie pomagamy placówce, która zgłosiła się za późno, podpisała umowę i zgodziła się w ratach opłacić zaległości za ostatnie 2 lata. Podpisała umowę z zastrzeżeniem, że nie może jej zerwać przez 12 miesięcy – obłęd. Ciężko jednak udowodnić to, że kontroler wprowadził nas w błąd, ponieważ często słowa nie są wypowiedziane wprost, albo przeciwnie. Ustalenia zostają jedynie słowne, a my, pamiętając czasy systemu “słusznie minionego” lub mając mentalność po rodzicach, nawet nie myślimy by zakwestionować “pana kontrolera”. Kapitulujemy i dla świętego spokoju płacimy. Jeśli pozbieramy opłaty od wszystkich stowarzyszeń, które się do nas zgłoszą, to są to opłaty od 600 do nawet 2000 zł miesięcznie – rocznie to kosmiczna kwota.

W mojej ocenie, jeśli nie zarabiamy na muzyce, a o tym mówi dokładnie ustawa (więcej w wywiadzie tutaj), to są to niepotrzebnie zainwestowane pieniądze, które nijak się nie zwrócą. Nawet 1/5 tej kwoty zainwestowana w ludzi czy marketing, da nieporównywalnie większy zwrot – a chyba o to chodzi w prowadzeniu klubu, by przestać dokładać, optymalizować zbędne wydatki i by biznes był rentowny.

Wniosek – kwestionujcie KAŻDEGO, kto do Was przychodzi i twierdzi, że COŚ musicie, bez konkretnej podstawy prawnej. Tym bardziej, jeśli ktoś wchodzi i twierdzi, że może kontrolować cokolwiek bez zapowiedzi i konkretnej procedury nadanej przez Ministra – to nie Urząd Skarbowy.

TAK TO DZIAŁA OD PRAWIE 30 LAT

Zaczynacie rozumieć? Świetnie! Znacie już kontekst i jest Wam o wiele łatwiej ocenić sytuację. W następnym wpisie pokażę szczegółowo jak wygląda taka kontrola, jak zachowuje się pracownik OZZ i dlaczego nie jest “kontrolerem” oraz opowiem o tym jak się bronić przed nimi, w odwołaniu do konkretnych zapisów ustawy, która de facto jest po naszej stronie. Niestety –  jak wiecie – w sądzie nie wygrywa ten co ma rację, a ten co ma lepsze dowody.

MACIE Z NIMI PROBLEMY? NACHODZĄ WAS KONTROLE?

Jeśli nie chcecie czekać do kolejnego wpisu, bo już macie problemy z opłatami lub nachodzi Was jakieś stowarzyszenie, a nie zarabiacie na muzyce, zgłoście się na bezpłatny audyt do Fundacji – przeanalizujemy Wasze dokumenty i ocenimy czy możemy Wam pomóc z wypowiedzeniem umów i zabezpieczeniem się, by legalnie prowadzić biznes, bez zbędnych obciążeń i stresu, więcej tutaj:

www.ZarabiajNaPasji.com

Już w następnym wpisie:
– czy “kontroler” to tak naprawdę zwykły najemny pracownik na prowizji?
– który artykuł pozwala nam legalnie dalej puszczać muzykę?
– jak wyglądały próby kontroli, które udało się odeprzeć?
– czy “kontroler” może grozić Policją? Stanowisko Komendy Stołecznej
– jak dyrekcja ZAiKS/ ZPAV – tłumaczy zachowania pracowników?
– czy faktycznie grozi Ci grzywna i do 2 lat pozbawienia wolności za puszczanie muzyki?

 

Artykuł eksperta:

Michał Kosel, przedsiębiorca, dziennikarz, założyciel Fundacji ZarabiajNaPasji.com – przedsiębiorca, który od 10 lat udowadnia, że można tworzyć coś na własny rachunek tylko i wyłącznie w oparciu na pasji, zainteresowaniach i predyspozycjach i godnie z tego żyć. Autor dwóch książek (www.PracaPoStudiach.pl i www.PasjaUpada.pl). Jest wykładowcą na studiach licencjackich i MBA, na uczelni biznesowej ASBIRO w Warszawie, wykładowcą LEM przy Instytucie Misesa oraz doradcą na Uniwersytecie Opolskim w formie eksperta z sektora prywatnego. Dwukrotnie otarł się o bankructwo, zbudował 2 placówki taneczno-sportowe, nie mając złotówki na koncie.

 

Polecamy również:

Odtwarzanie muzyki w klubie fitness – kiedy i czy w ogóle klub powinien uiszczać opłaty?