Rynek w Polsce jeśli chodzi o branże fitness różni się od rynków zagranicznych. Wiele trendów do nas przychodzi z roku na rok, dlatego też warto śledzić co się dzieje zagranicą. O nowych trendach, nowościach które warto implementować, różnicach oraz inspiracjach rozmawiamy z Magdaleną Sławińską,


Magda opowiedz proszę czytelnikom Portalu Branża Fitness o rozwoju swojej kariery. Co robisz zagranicą?

Przyleciałam do Londynu w 2012 roku po około 1.5 roku pracy w Polsce jako instruktor zajęć fitness w Krakowie.
Krotko po przyjeździe miałam szczęście rozpocząć prace jako instruktor zajęć grupowych i trener personalny w klubie Third Space w londyńskiej dzielnicy Soho, który należy do luksusowej sieci Third Space, w której spędziłam prawie 5 lat. Po półtorej roku pracy jako trener zostałam awansowana na stanowisko managera, które dało mi możliwość zdobycia pierwszych doświadczeń w kierowaniu klubem “od kuchni” – od sprzedaży, zarządzania teamem concierge, poprzez BHP czy księgowość/finanse klubu.
W 2015 roku Reebok Sports Club na Canary Wharf kupil firmę (oraz markę) Third Space, a ja po niecałym roku awansowałam na stanowisko fitness managera w (jeszcze wtedy) Reebok Sports Club. Reebok Sports Club, a teraz Third Space Canary Wharf, jest największym i najlepiej wyposażonym klubem w Europie, o powierzchni ponad 9 tysięcy m2 na trzech pietrach siłowni, który ma około 8-9 tysięcy członków i pomiędzy 3-5 tysięcy wizyt dziennie.

Dzielnica finansowa Canary Wharf, gdzie wtedy pracowałam, ma swój bardzo specyficzny rytm, który znacznie wpływa na życie i dynamikę siłowni: osoby które współpracują z rynkami spoza Europy, maja bardzo odmienne godziny pracy do tradycyjnych 9-5 ze względu na godziny otwarcia giełdy w danej części świata, zatem tłumy ustawiały się w kolejce przed drzwiami siłowni już o godz. 5.15 rano, kiedy rozpoczynaliśmy dzień i bez przesady mogę powiedzieć, że z dokładnością co do minuty otwieraliśmy drzwi siłowni o 5.15.
Byliśmy w stanie co do minutowej dokładności przygotować się na napływ tłumu klientów w trakcie przerwy na lunch, a niemalże równo o godzinie 2pm siłownia pustoszała, aż do godz. 5.10pm, kiedy rozpoczynaliśmy wieczorny ‘peak’. Dla mnie była to duża okazja do rozwoju, nieustanna żonglerka kilku zadań jednocześnie, zawrotne tempo pracy, ale tez możliwość rozwoju.

Po roku zdecydowałam się przejść do mniejszej firmy, od której dostałam propozycje objęcia stanowiska managera generalnego. Samodzielnie poprowadziłam proces otwarcia siłowni od momentu budowy do otwarcia drzwi w pełni gotowego klubu. Następnie przyszła propozycja od klubu 3 St. James’s Square, do którego zdecydowałam się przejść.

Jaka jest różnica pracy w Polsce a Zagranicą w Branży Fitness?

Pierwsza różnica, która mnie zaskoczyła po przyjeździe jest nacisk na specyficzną specjalizacje trenerów. Być może przez 7 lat zmieniło się w Polsce, jednak kiedy jeszcze pracowałam w Krakowie, miałam wrażenie, że im więcej instruktor ma certyfikatów na różnorodne zajęcia fitness, tym lepiej i dla instruktora i dla klubów. Podobnie z trenerami personalnymi, którzy dobrze było, żeby znali się na rozmaitych sposobach treningu, a dodatkowo byli w stanie rozpisać dokładna dietę klientom. Zdziwiło mnie, że po moim przyjeździe osoby, które poznawałam pytały się mnie jaka jest moja specjalizacja i nie za bardzo uznawały odpowiedzi, że bez problemu poprowadzę zajęcia aerobik/step, a także trening Pilates, TRX, aqua aerobik, spinning oraz mam certyfikat trenera personalnego. Wiele trenerów z Londynu specjalizuje się w jednej dziedzinie, np. będąc instruktorem spinningu, lub trenerem TRX. Są trenerzy personalni, którzy specjalizują się w Olympic lifting, są tacy, których specjalizacja to strength & conditioning lub wyłącznie Pilates. Dietetyka jest zazwyczaj odrębną dziedziną. Zauważyłam, że jest wyraźny nacisk na specyficzną dziedzinę, która “określa” trenerów i do nich kieruje się klientów, którzy są zainteresowani danym zakresem treningu.
Druga różnica jaką zauważyłam (która również mogła ulec zmianie przez 7 lat) to to, że niemalże wszyscy trenerzy w UK są samozatrudnieni, działają na własna rękę. Jeśli współpracują z danym klubem, który jest źródłem ich klientów, klub ich nie zatrudnia, lecz trenerzy jako kontrahenci wystawiają klubowi fakturę za swoje usługi za każdy miesiąc. Kluby zazwyczaj albo pobierają 50-60% utargu z treningów personalnych (w tym wypadku ceny treningów są najczęściej narzucone z góry przez klub) lub, tak jak np. robi Fitness First, pobiera stałą miesięczna opłatę, tzw. rent, od każdego trenera za użytkowanie klubu, jego sprzętu oraz bazy klientów, i wtedy trener ustala swoje własne ceny. Zazwyczaj w Londynie jest to około £1000-1200 miesięcznie.
Jest tez różnica w podejściu niektórych klientów do trenowania z trenerem personalnym, do której od 7 lat bardzo ciężko mi jest się przyzwyczaić: dość spora liczba klientów kupuje treningi personalne, żeby sobie pogadać. Nie przeszkadza im cena czy czas spędzony na siłowni, ale chcą przyjść i “potrenować” w dość prosty i łatwy sposób. Ci klienci nie są zainteresowani poprawą postury czy redukcją tkanki tłuszczowej i raczej zmienia trenera na innego, jeśli trener będzie zbyt mocno naciskał na konstruktywną prace. Te osoby mają najczęściej intensywny i często samotny tryb życia i chcą przyjść, fajnie spędzić czas i się odstresować, ale to już zależy od trenera na ile jest w stanie kasować klienta i kontynuować taka współpracę.

Jak wygląda rynek brytyjski jeśli chodzi o branżę fitness? Jakie są trendy rozwoju?
Calistenics jest na pewno w pełnym rozkwicie. Coraz większa ilość osób jest zainteresowana kołami gimnastycznymi i ćwiczeniami na drążkach. Wiele siłowni buduje tzw. “rig” (obrazek poniżej)  i organizuje zajęcia fitness przeznaczone na ten typ treningu.

Yoga i reformer Pilates cieszą się ogromną popularnością. Dużo osób ma rozmaite problemy posturalne lub stresujący tryb życia i tego typu zajęcia pozwalają im poprawić samopoczucie lub naprawić szkody wyrządzone długotrwałym siedzeniem bądź patrzeniem w telefon.

Tradycyjne zajęcia typu aerobik czy step są niemalże zapomniane i bardzo niewiele klubów ma je w ofercie, przynajmniej w Londynie.

Pracowałaś w  St. James’s Square – jednym z najbardziej prestiżowych klubów na świecie. Czy możesz coś na ten temat powiedzieć? Czym charakteryzował się koncept?

Klub 3 St. James’s Square, do którego przeszłam aby zająć się departamentem fitness, był niezwykle bogato wyposażonym klubem, który niestety nie przetrwał pół roku od otwarcia. Jego oferta skierowana była do osób, które chcą przynależeć do tzw. private members’ club – konceptu, który jest nieznany w Polsce i bardzo popularny w Wielkiej Brytanii i na terenach byłego Imperium Brytyjskiego, m.in. w Indiach czy Pakistanie. Myślę, że miedzy innymi specyfika i historia tego typu klubów towarzyskich oraz otoczenie, w którym się znajdował 3 St. James’s Square, wpłynęło na jego niepowodzenie.
Private members’ club mają glęboką historie w kulturze Brytyjskiej i mają swoje źródło w 18. wieku na londyńskim West End, gdzie początkowo działały jako Gentlemens’ Club i założyli je pierwsi mężczyźni z tzw. klasy wyższej, a na przełomie 19. i 20. wieku dołączyły do private members’ club kobiety. Tego typu miejsca do tej pory maja zdecydowanie arystokratyczna atmosferę – osoby do nich należące to osoby zamożne, a w klubach bardzo często panuje w nich specyficzny “dress code” – oczekuje się od panów garniturów lub smokingow a od pan eleganckich strojów. Jeansy są z reguły zabronione, a obuwie sportowe dozwolone jedynie na terenie fitness klubu, który zazwyczaj jest częścią private members’ club. Przynależenie do private members’ club do tej pory automatycznie wiąże się z wyższym statusem społecznym i najczęściej aby dostać się do takiego klubu, należy założyć aplikacje, która jest poparta przez dwóch obecnych członków danego klubu, którzy spędzili w nim minimum 2 lata. Aplikacja następnie zostaje rozpatrzona, nie zawsze pozytywnie.
Klub 3 St. James’s Square mieścił się na St. James’s Square, który jest kolebka private members’ clubs, na którym to skwerze praktycznie każdy budynek jest takim klubem z wieloletnią, często ponad stuletnia historia. 3SJS byl bogato wyposażony, miał przepiękne SPA i siłownie, bar z najlepszymi alkoholami, sale konferencyjną i przepiękna sale do spotkał towarzyskich, jednak nie posiadał swojej wieloletniej historii i tradycji. Sąsiedztwo klubów takich jak np. Reformer Club, The Saville Club czy imponujacy Royal Automobile Club i historia związana z każdym z tych klubów, jest niezwykle wymagające. Warto wyszukać ich nazwy w Google i przejrzeć ich zdjęcia, które w pewnym stopniu oddają ich atmosferę.

Czy zauważasz trendy w fitnessie lub rozwiązania z klubów fitness, które warto implementować do Polski?

Tak, myślę że warto dać szansę mniejszym, tzw. butikowym studio treningu personalnego czy zajęć fitness. Nie zauważyłam w Polsce jeszcze boutique health clubs – są one alternatywą dla tradycyjnych siłowni z maszynami. Są to niewielkimi studia, najczęściej jedno lub dwa, w których odbywają się tylko zajęcia fitness, np. spinning. Zajęcia są płatne zazwyczaj pojedynczo (przez aplikacje danego studia) w formie pay as you go albo można wykupić pakiet kilku zajęc fitness. Przykładem takiego studia jest BLOK London, Rebel Fitness czy Psycle London. Często tego typu male butiki są połączone z szybkimi usługami fryzjerskimi, tzw. blow dry barem – usługami skierowanymi do pań przychodzących na poranne zajęcia lub zajęcia w trakcie lunchu, które po 45-minutowych zajęciach fitness korzystają z uslugi mycia i modelowania fryzury przez styliste.


Polecamy także

ZARZĄDZANIE – Jak stracić pracownika w 10 krokach?