W ubiegłym tygodniu z Redakcją Branża Fitness, odwiedziliśmy studio HartRok na obrzeżach Poznania. Klub znajduje się w urokliwym miejscu w budynku największego Centrum Tenisowego w Polsce. Treningi oparte na sprzęcie i technice Milon pomagają klubowiczom osiągnąć wymarzone rezultaty. Na temat atmosfery i fenomenu tego miejsca postanowiłam porozmawiać z Markiem Pankowskim, założycielem tego miejsca.

Co zainspirowało Pana do otworzenia HartRoka? Skąd pomysł na nazwę?

Pasja do sportu oraz zdrowego trybu życia towarzyszyły mi od kiedy pamiętam. Zaobserwowałem, iż rynek fitness nie tylko dynamicznie rozwija się w Polsce, ale też niski poziom usportowienia naszego społeczeństwa stwarza ciekawą szansę na dalszy rozwój. Podróżując po Europie obserwowałem, iż na Zachodzie ludzie są znacznie bardziej aktywni, szczególnie lukę tę widać wśród kobiet, osób starszych. Ponadto, lubię ciekawe wyzwania. Wobec powyższego, otwarcie tego rodzaju placówki sportowej było dość naturalną decyzją. Przy wyborze nazwy pracowaliśmy dość długo, chcieliśmy mocno podkreślić lokalny charakter naszego klubu stąd „Rok” w nazwie – od Rokietnica. Pierwsza część nazwy odnosi się do Hartu ducha i ciała, który budujemy w ramach treningów. To dość płynnie wiąże się z koncepcją Milona, która zakłada pełen cykl treningowy na 12 miesięcy, czyli znowu „Rok”. Brzmienie podobne do angielskiego Hard Rock oczywiście się pojawia i je lubimy, jednak chcieliśmy, by nazwa była w języku polskim.

Czym kierował się Pan przy wyborze lokalizacji?

Głownie – znajomością gminy oraz samego Centrum Tenisowego Sobota. Mieszkamy w gminie Rokietnica i jej okolicach z przerwami od ponad 30 lat. Jest to bardzo fajne miejsce do życia, spokojne, a zarazem ciekawe. Na terenie gminy jest wielu pasjonatów sportu, niektórych z nich znam, innych spotykam na treningach „w terenie”, o jeszcze innych słyszy się w lokalnych mediach. Baza obiektów fitness była jednakże na moment otwarcia HartRok dość ograniczona. Dodatkowo, pojawiła się okazja na współpracę z Centrum Tenisowym Sobota, które znam dobrze ponieważ od lat często z niego korzystam jako gracz. Poszukiwaliśmy miejsca do otwarcia klubu w gminie, a ja czułem, iż atmosfera sportowa tego miejsca jest dobrym środowiskiem dla nowego pomysłu. Takiego synergicznego połączenia nie sposób było nie spróbować wykorzystać.

Dlaczego zdecydował się Pan na wprowadzenie treningów Milon?

Treningi według filozofii Milon dają gwarancję, iż aktywność jest nie tylko bezpieczna, ale także przyjemna i przede wszystkim – efektywna dla uczestników. Czas treningów jest tutaj maksymalnie skrócony, co rynkowo jest ważne – czas to dziś zasób, którego mamy niewiele. Ponadto, Milon działa w Niemczech i w innych krajach z sukcesem od dziesięcioleci, nie miałem więc żadnych wątpliwości, iż wchodzę w coś, co będzie dawało klientom wartość dodaną. Studyjne koncepty fitnessowe są coraz bardziej popularne na świecie nie bez przyczyny. Użytkownicy oczekują nie tylko efektów fizycznych, ale także traktują treningi jako rozrywkę, okazję do spędzenia czasu aktywnie, w miłej atmosferze, ale i z ludźmi, z którymi przyjemnie jest być w jednym pokoju podczas treningu. My także pracujemy nad mikro społecznością w ramach HartRok. Ta formuła treningowa to wspiera.

Czy ciężko jest otworzyć klub fitness w dzisiejszych czasach? Z jakimi problemami musiał się Pan zmierzyć na początku?

Początki bywają trudne. Mimo, iż pomieszczenie naszego klubu nie jest wielkie, przystosowaliśmy je i wyposażyliśmy w najwyższym standardzie wykończeniowym. Ta dbałość o detale zamieniła się w – jak Pani widzi – całkiem przyjemne miejsce, ale kosztowało sporo pracy i wysiłku na etapie realizacyjnym. Naturalnie, musieliśmy pozyskać wiedzę na temat tego biznesu, w pewnym stopniu wyzwania stojące przed nami w ramach tego projektu były zupełnie nowe. Pomocne okazały się doświadczenia z prowadzenia innych firm, ale także spotkania z osobami już w branży aktywnymi oraz wiedza zawarta w prasie i Internecie, oczywiście z portalem branzafitness.com na czele. Generalnie – biznes ten jest dla pasjonatów, należy oczekiwać pewnego poziomu nakładów kapitału oraz wysiłku, by doprowadzić klub do rynkowego sukcesu. Zarządzanie taką placówką wiążę się z koniecznością dbałości o kilka istotnych obszarów biznesowych, szczególnie – obsługa klienta, sprzedaż, marketing, finanse. Niemniej jest to przedsięwzięcie, które daje endorfiny nie tylko ćwiczącym, ale także – właścicielom.

W jaki sposób potencjalni klienci reagują na nowy koncept? Dlaczego warto Was odwiedzić i wykupić karnet?

Zastanawialiśmy się, jaka będzie reakcja klientów. Dziś, w trzecim miesiącu działania klubu, wydaje się, iż koncept rynkowo przyjmuje się całkiem nieźle, praktycznie powyżej naszych oczekiwań. Przybywa klubowiczów, którzy są zadowoleni z wizyt w HartRoku i polecają nas dalej. Myślę, że to co na dziś tak bardzo przyciąga ludzi do klubu to atmosfera oraz jakość obsługi. Za oknem mamy ładny widok, z głośnika płynie przyjemna muzyka, zależało nam, by pomieszczenie było klimatyczne. Nie jest to wielkopowierzchniowy moloch, a spokojna placówka, w której można jednak wypracować dobre efekty. Usługę, którą świadczymy w HartRok zdefiniowałbym jako produkt premium, klient jest pod ciągłą opieką trenera, każdy klubowicz jest indywidualnie traktowany i wspierany, nie ma tu kolejek, brzdęku przerzucanego żelaza. Dobre samopoczucie klientów jest dla nas kluczowe. System Milona pozwala na dobrą organizację treningów, a my dbamy o dobre samopoczucie klienta. Placówka nie jest mocno oddalona od najbardziej zaludnionych obszarów gminy, jest to zaledwie około 5 minutowy przejazd samochodem z centrum Rokietnicy, jednak zastanawialiśmy się, jak zadziała ta współpraca z Centrum Tenisowym. Dziś widzimy, iż na ten moment relacja się broni – mamy klientów spośród klubowiczów CTS, a zewnętrzni klienci HartRoka chętniej „rzucają okiem” na sporty rakietowe. To ma sens sportowy dla klientów, jak i biznesowy dla nas.

Co doradziłby Pan osobom, które marzą o otworzeniu takiego obiektu, ale boją się ryzyka?

Otwarcie placówki fitness wiąże się z inwestycją kapitału, nie każdy model rynkowy czy obiekt „wypala”. Jednocześnie rzetelna analiza przedinwestycyjna pozwala skwantyfikować ryzyko, które się podejmuje. To bardzo ważne. Prowadziłem w życiu kilka biznesów, jednak ten jest dość wyjątkowy. Wydaje się relatywnie nieskomplikowany, ale diabeł tkwi w szczegółach. Warto być otwartym i czerpać wiedzę od doświadczonych osób z branży. W naszym przypadku dostawca sprzętu, czyli firma Kravter, udzieliła nam istotnego wsparcia zarówno na etapie inwestycji, jak i nadal nas wspiera już po otwarciu placówki – w sensie nie tylko sprzętowym, ale także szkoleniowo-koncepcyjnym. Myślę więc, że ryzyko można istotnie ograniczać otaczając się dobrymi partnerami biznesowymi. Bardzo ważna dla naszego modelu jest kadra trenerska. Instruktor w ramach konceptu studyjnego jest zarówno gospodarzem, jak i kluczowym partnerem treningowym dla klientów. Podsumowując jest to fajna przygoda i zachęcam przedsiębiorców do inwestycji w przedsięwzięcia, które nie tylko są szansą na biznes, ale przyczyniają się do zdrowia i radości Polaków – ważne by dać społeczeństwu coś od siebie.

Polecamy także:

Rozmowa z Dorotą Walerczuk, odpowiedzialną za ekspansję energie Fitness