Nordic Wellness – sieć, która zaczęła działalność około 20 lat temu, dziś posiada 186 klubów i właśnie ustawiła sobie wysoką poprzeczkę – do 2022 roku jej właściciel, Magnus Wilhelmson, planuje mieć 250 klubów!

Przez ostatnie lata Magnus i jego pracownicy przyglądali się wielu krajom – oczywiście, w pierwszej kolejności krajom skandynawskim (głównie Norwegia i Dania), ale około 2010 mieli także plany, by wejść na polski rynek. Ostatecznie jednak uznali, że najpierw skupią się na Szwecji – to ogromny kraj, a ten rynek jest im najbardziej znany. Być może to i szczególny koncept sieci okazuje się kluczem do sukcesu?

Tym, co wyróżnia Nordic Wellness pośród innych sieciówek mid market (bo tak właśnie należałoby ich zakwalifikować, zważywszy, że cena za członkostwo to około 330 koron = 32 Euro), jest fakt, że nie stawiają sobie wymagań co do rozmiaru otwieranego klubu. Kluby NW mają powierzchnię od 200 mkw (to mało nawet jak na klub butikowy!), aż do 4500 mkw. Ten brak ograniczeń powoduje, że mogą oni otwierać więcej klubów, działają więc bardzo dynamicznie (około 24 otwarcia z klubów nowych i przejętych tylko w ubiegłym roku!).

Drugim elementem wyróżniającym jest fakt, że dla właścicieli najważniejsze są… zajęcia grupowe! NW posiada zarówno tradycyjne zajęcia fitness (TBC, ABT, pilates, etc), programy sztandarowe firmy, a także co najmniej 9 programów Les Mills w większości klubów (lub więcej, jeśli tylko pozwala na to powierzchnia i warunki). Dzięki temu ich oferta jest szeroka i każdy znajdzie coś dla siebie. Wiele sieciówek stawia wyłącznie na “tradycyjną” siłownię, czyli strefę wolnych ciężarów i cardio (często stanowiące absurdalnie dużą część siłowni) – a jednak siła zajęć grupowych jest nieoceniona. W końcu na jednej sali o stosunkowo niewielkiej powierzchni gromadzimy wtedy grupę wielu usatysfakcjonowanych klientów.

To, co najbardziej podoba mi się w podejściu zarządu NW to ich odwaga. Sami o sobie mówią, że gdy pojawiają się nowości na rynku fitness – nie zastanawiają się, po prostu ich próbują. Pewne rzeczy się przyjmują, inne nie, ale dzięki temu cieszą się opinią nowatorskiej sieci.

Klub, który miałam okazję odwiedzić, nie należy do najnowszych ani największych. W ograniczonych godzinach działa tam recepcja i tradycyjna obsługa, poza godzinami pracy (np. w niedzielę recepcja pracuje tylko od 14 do 18) klienci wchodzą za pomocą kodu dostępu lub opasek magnetycznych. Członkostwo można zakupić online lub w klubie, wyłącznie w czasie godzin pracy recepcji. Zajęcia grupowe odbywają się w 2 salach – tradycyjnym studio o powierzchni około 100mkw oraz studio cycling, wyposażonym w około 25 rowerów. Klub mieści się w samym centrum Sztokholmu, przy Tegnergatan 21. Ponieważ jest to dość stary budynek, nie mamy do czynienia z tradycyjną siłownią sieciową (wielka otwarta przestrzeń + sala), ale z klimatycznym klubem. Mnóstwo zakątków, dokładnie oznakowanych (strefa funkcjonalna, stretching, wolne ciężary, osobna strefa z podestem do martwych ciągów, najcięższe obciążenia w podziemiach, szatnie, do których trzeba zejść po kręconych i dość stromych schodkach, mała winda dla niepełnosprawnych, kilka kanap w zupełnie przypadkowych miejscach), nowoczesna muzyka, przyciemnione światło.

Zasady wywieszone na wszystkich drzwiach – po szwedzku i po angielsku. Na stolikach ustawionych obok kanap znajdziemy też magazyn Nordic Wellness z aktualnościami z klubu i branży dla klientów, którzy relaksują się po treningu z filiżanką kawy (również dostępnej na miejscu). Klub korzysta z maszyn firmy Cybex, jest też sporo sprzętu Eleiko. Na sali znajdziemy pełne wyposażenie Smart, czyli sprzęt fitness Les Mills, bo jak mogłoby być inaczej, skoro w Nordic odbywa się wiele szkoleń, a zajęcia Les Mills są przez nich bardzo cenione.

Trzymam kciuki za dalszy rozwój tej sieci!

Autor:

Elżbieta Przygrodzka

Polecamy także:

Urodziny z gwiazdami – Nieszablonowy Reshape w Zabrzu walczy jakością – nie ceną!